ostatnio, siedzę zaj:ęta czymś w nocy, ON z kolegą M. oglądają z balkonu mecz, popijając piwo. Koło 23ej ON rzuca wychodząc z domu "zaraz wracam, idziemy do sklepu". no zakodowałam.
koło północy zauważam, że dalej GO nie ma. hm. noc jest ciepła. może sobie gdzieś poleźli. 10 min. później, nie ma ich. zaczynam mieć dziwne myśli. kończę zapłakana 10min później, z wizją pobitego, leżącego w szpitalu (niedawno miał operację i raczej nie nadaje się do bójek). zapłakana idę do łóżka i czekam. kolejne 10min później wchodzą radośnie śpiewając.
JA: o. jednak żyjesz. won na kanapę
i tyle. focha miałam jak cholera. następnego dnia ON chodził zadowolony, że się o NIEGO martwię.
u NIEGO jest kolega A. JA siedzę z koleżanką A.
ON: idziemy do sklepu, zaraz wracamy (i leje)
JA: a idź. za 3 dni zgłoszę zaginięcie i tyle z mojej strony. odniosę się do starej dobrej rady żon ze stażem.
ON: już mnie nie kochasz?
JA: wyjdź. ja abdykuję z roli żony. ja się nie nadaję
ON(do kolegi A.): widziałeś? spotka człowiek kilku znajomych na każdej mijanej ławce i od razu dym
KOLEGA A: szok
KOLEŻANKA A.: mój kiedyś wsiąkł na 3 dni, bo musiał sobie nad czymś pomyśleć, także 1,5 h jest spoko
JA: no ale nie powiedział "zaraz wracam"?
KOLEŻANKA A: nie, nic nie powiedział. zabiłam go, jak wróci, a on do dziś nie wie, o co mi chodziło
tak, na przyszłość mam nauczkę. faceci mają w dupie poczucie czasu, podobnie jak my. JA też znikam, ale ON po prostu korzysta z wolnej chaty. zakodować. w końcu wiosna :-)
siedzieliśmy ze znajomymi kilka dni nad jeziorem. zero netu, tv, kompów, cywilizacja nadejdzie dopiero w przyszłości (no dobra, prąd był itp, ale jednak).
noc. gramy w tabu. podział na małżeństwa
ON[ma hasło]: o! B, to dzisiaj jest
KOLEGA B[czekuje GO]: obraziłeś mnie
JA: że co?
ON: no dobra, pkp to ma ciągle podobno
JA: opóźnienie
ON[pokazuje palcem na TAK]
KOLEGA B: ale wiesz, że mnie obraziłeś?
ON: ale przestań. i tak cię kocham
KOLEGA B: na pewno?
ON: no oczywiście
***
JA[mam hasło]: qrwa no
ON: dziwka
te hasło pojawia się w tabu często, przynajmniej gdy JA losuję karty
uwielbiam tabu, bo to gra wywołująca niesamowite absurdy z musQFF
"obraziłeś mnie" i tak zostało hasłem na cały pobyt.
***
B i G trochę przegrywają, więc ten..
MOJA G[ma hasło i opowiada, ale B nie łapie. ON też patrzył nieprzytomnie, no wiadomo, faceci ;)]
JA: podpowiadam jednym słowem kierunek
G: no nie wiem, dobra, ale to chyba nie było to
JA: no ja bym się kapnęła, ty też
G: no ale wiesz
KOLEGA B: możecie sobie potem pogadać, bo czas nam leci?
noc skończyła się dopiero po remisie drużyn. słowo "rewanż" jest ZUE.
***
znamy się z G. od przedszkola, więc gdy jesteśmy razem w drużynie, to właściwie dogadujemy się prawie bez słów, albo na skojarzeniach z całego życia, oczywiście znanych tylko nam. przekonaliśmy się o tym RAZ. faceci nigdy więcej nie pozwolili nam grać razem :)
***
leżymy i prażymy się na słońcu. JA oglądam świat z poziomu trawy. obok biegają traszki (takie małe jaszczurki dla niewtajemniczonych, jedyne w polsce podobno). przyszła dzika ciężarna kotka i łazi koło nas. pełna symbioza.
kotka nagle coś upatrzyła. jej polowanie wyglądało dosłownie jak z matrixa (nie wiedziałam, że koty potrafią poruszać się w do tego stopnia zwolnionym tempie) no i w końcu upolowała. traszkę.
wszyscy patrzyliśmy jak ją zjada. traszka na koniec pomachała ogonkiem i zniknęła w paszczy ciężarnej kotki.
i tyle było z traszki.
i ten ogonek na koniec. natura jest DZIKA. mnie to trochę obraża :)
JA: ciekawe, czy cza by tak złapał i zjadł traszkę
ON: nie, on by był zawstydzony i onieśmielony
no tak. w końcu to cza. on nie zrobiłby krzywdy nawet myszy :)
wszyscy mamy udar, jesteśmy spaleni (oprócz cza i traszki i ciężarnej kotki) i jest pięknie.
UPDATE: no najważniejsze! dzięki G&B poznałam grupę "Poparzeni Kawą". Love od pierwszego usłyszanego kawałka ;)