związek to efekt pewnej reakcji chemicznej. ten blog jest obrazem skutków ubocznych. kot występuje tu przypadkiem.
Kategorie: Wszystkie | . | .the best of | ML logo | ml & Co | ml travel
RSS
sobota, 19 maja 2012

towarzyszenie facetom oglądającym ligę mistrzów powoduje, że z podnieceniem zaczynam czekać na mistrzostwa. to będzie prawdopodobnie obłęd :-)

JA: dziś noc muzeów

ON: dziś finał ligi mistrzów

JA: malbork?

ON sprawdza. trzeba załatwić wejściówki

JA: gdzie jeszcze nie byliśmy? 

ON: stutthof. jedziemy  

JA: nie chcę łazić nocą po obozach zagłady ani wiezieniach

ON: twierdza wisnoujście 

JA: mam dostać zawału? okres mi wystarczy 

ON: no to jedziemy na finał ligi do monachium 

 

no wreszcie powiedział coś sensownego. byliśmy już na nocy muzeów, chyba jednej z pierwszych. styka. polecam. na raz, ale polecam :-)

czwartek, 17 maja 2012

siedzę w pokoju i słyszę: 

ON: i co? uciekło ci?

JA: co mu uciekło?

ON: jedzenie mu z pyska uciekło i teraz zbiera je po kuchni 

 

 

 

heh. cza i jego problemy codzienne :-)

środa, 16 maja 2012

Dziś rano wsiadłam do samochodu, spojrzałam przed siebie (mniej więcej) i mnie zatkało:

na tym niewyraźnym zdjęciu jest gołąb, który ma na szyi skórkę od kromki chleba i ją sobie wokół głowy skubie.

to jak ptak z karmnikiem na szyi.

 

to lepsze niż przelatujący koło mnie bocian z jeżem w łapie.

wiosna w mieście bywa cudna. nawet nad morzem.

niedziela, 13 maja 2012

ostatnio, siedzę zaj:ęta czymś w nocy, ON z kolegą M. oglądają  z balkonu mecz, popijając piwo. Koło 23ej ON rzuca wychodząc z domu "zaraz wracam, idziemy do sklepu". no zakodowałam. 

koło północy zauważam, że dalej GO nie ma. hm. noc jest ciepła. może sobie gdzieś poleźli. 10 min. później, nie ma ich. zaczynam mieć dziwne myśli. kończę zapłakana 10min później, z wizją pobitego, leżącego w szpitalu (niedawno miał operację i raczej nie nadaje się do bójek). zapłakana idę do łóżka i czekam. kolejne 10min później wchodzą radośnie śpiewając. 

JA: o. jednak żyjesz. won na kanapę

 

i tyle. focha miałam jak cholera. następnego dnia ON chodził zadowolony, że się o NIEGO martwię. 

u NIEGO jest kolega A.  JA siedzę z koleżanką A. 

ON: idziemy do sklepu, zaraz wracamy (i leje)

JA: a idź. za 3 dni zgłoszę zaginięcie i tyle z mojej strony. odniosę się do starej dobrej rady żon ze stażem.

ON: już mnie nie kochasz?

JA: wyjdź. ja abdykuję z roli żony. ja się nie nadaję

 ON(do kolegi A.): widziałeś? spotka człowiek kilku znajomych na każdej mijanej ławce i od razu dym

KOLEGA A: szok

KOLEŻANKA A.: mój kiedyś wsiąkł na 3 dni, bo musiał sobie nad czymś pomyśleć, także 1,5 h jest spoko

JA: no ale nie powiedział "zaraz wracam"? 

KOLEŻANKA A: nie, nic nie powiedział. zabiłam go, jak wróci, a on do dziś nie wie, o co mi chodziło

 

tak, na przyszłość mam nauczkę. faceci mają w dupie poczucie czasu, podobnie jak my. JA też znikam, ale ON po prostu korzysta z wolnej chaty. zakodować. w końcu wiosna :-) 

 

 

 

niedziela, 06 maja 2012

rano. w tygodniu. jadę i dzwonię

JA: ty, kocham gościa z shella. dał mi kupon rabatowy na v powera

ON: a jak rano wyjeżdżałaś to ci czujniki parkowania nie szalały?

JA: no nie.. było parę razy zero, ale wtedy pojechałam do przodu

ON: a nie czułaś jak przesuwałaś samochód z tyłu?

JA: że co robiłam?

ON: patrzę przez okno jak wyjeżdżasz, a ty w tył i pchasz gościa i to ze dwa razy

JA: no przestań

ON: dobrze, że był tylko na biegu, to po prostu odjechał

JA: ale jak??

ON: no a ty nie pamiętasz, że masz hak z tyłu??

JA: no ale czujniki go nie uwzględniają?

ON: nie

JA: no to peszek mają ci za mną. ale zajebiście

ON: idę sprawdzić czy mam zostawić gościowi numer do ciebie, żeby się skontaktował z tobą w sprawie porytego zderzaka

 

oj tam. poproszę o hak z przodu :)

 

***

jedziemy. JA prowadzę, ON robi za księcia. w radio leci jakaś romantyczna piosenka

JA: jak ja ci kiedyś przywalę, to się będziesz tydzień zbierał

ON: za co?

JA: za całokształt

ON: ale za co?

JA: za zadawanie takich pytań też

ON: czyli się nie dowiem? to się sama wal

 

zabić to mało, przecież ja nie pytałam tylko oznajmiłam :)

 

***

 

parkuję. mamy zwyczaj, że ON czasami kręci kierownicą a JA operuję pedałami. lubię to. 

walczę o wyprostowanie auta

JA: teraz wysiądziesz?

ON: tak

JA[oceniam odległość z JEGO strony]: niby jak?

ON: otworzę drzwi i wysiądę

 

i to jest magia.

 

ON wysiadł a MI przypadła pod drzwiami kałuża

JA[szykuję się do skoku]

ON: dajesz reniferek, obcasiki do góry i myk!

 

no to myk

 

środa, 02 maja 2012

siedzieliśmy ze znajomymi kilka dni nad jeziorem. zero netu, tv, kompów, cywilizacja nadejdzie dopiero w przyszłości (no dobra, prąd był itp, ale jednak).

noc. gramy w tabu. podział na małżeństwa

 

ON[ma hasło]: o! B, to dzisiaj jest

KOLEGA B[czekuje GO]: obraziłeś mnie

JA: że co?

ON: no dobra, pkp to ma ciągle podobno

JA: opóźnienie

ON[pokazuje palcem na TAK]

KOLEGA B: ale wiesz, że mnie obraziłeś?

ON: ale przestań. i tak cię kocham

KOLEGA B: na pewno?

ON: no oczywiście

 

 

***

JA[mam hasło]: qrwa no

ON: dziwka

 

te hasło pojawia się w tabu często, przynajmniej gdy JA losuję karty

uwielbiam tabu, bo to gra wywołująca niesamowite absurdy z musQFF

 

"obraziłeś mnie" i tak zostało hasłem na cały pobyt.

 

***

B i G trochę przegrywają, więc ten..

MOJA G[ma hasło i opowiada, ale B nie łapie. ON też patrzył nieprzytomnie, no wiadomo, faceci ;)]

JA: podpowiadam jednym słowem kierunek

G: no nie wiem, dobra, ale to chyba nie było to

JA: no ja bym się kapnęła, ty też

G: no ale wiesz

KOLEGA B: możecie sobie potem pogadać, bo czas nam leci?

 

noc skończyła się dopiero po remisie drużyn. słowo "rewanż" jest ZUE.  

***

znamy się z G. od przedszkola, więc gdy jesteśmy razem w drużynie, to właściwie dogadujemy się prawie bez słów, albo na skojarzeniach z całego życia, oczywiście znanych tylko nam. przekonaliśmy się o tym RAZ. faceci nigdy więcej nie pozwolili nam grać razem :)

 

***

leżymy i prażymy się na słońcu. JA oglądam świat z poziomu trawy. obok biegają traszki (takie małe jaszczurki dla niewtajemniczonych, jedyne w polsce podobno). przyszła dzika ciężarna kotka i łazi koło nas. pełna symbioza.

kotka nagle coś upatrzyła. jej polowanie wyglądało dosłownie jak z matrixa (nie wiedziałam, że koty potrafią poruszać się w do tego stopnia zwolnionym tempie) no i w końcu upolowała. traszkę.

wszyscy patrzyliśmy jak ją zjada. traszka na koniec pomachała ogonkiem i zniknęła w paszczy ciężarnej kotki.

i tyle było z traszki.

i ten ogonek na koniec. natura jest DZIKA. mnie to trochę obraża :)

JA: ciekawe, czy cza by tak złapał i zjadł traszkę

ON: nie, on by był zawstydzony i onieśmielony

 

no tak. w końcu to cza. on nie zrobiłby krzywdy nawet myszy :)


wszyscy mamy udar, jesteśmy spaleni (oprócz cza i traszki i ciężarnej kotki) i jest pięknie.

 

UPDATE: no najważniejsze! dzięki G&B poznałam grupę "Poparzeni Kawą". Love od pierwszego usłyszanego kawałka ;)


 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 190
stat4u
Popieram Internet Bez Chamstwa