Menu

on i ja, czyli małżeński dialog

skutki skażenia ślubnego

ml travel

inna epoka

ml76

oddawaj!

 

 

 

JA[zanim zobaczyłam opis]: to krzyżackie?

ON: nie. osada słowiańska

JA: no tak. taki bajzel, to musieli być nasi

ON: dobrze, że sobie wejścia do chat nie zabudowali

 

:)

Drużyna pierścienia

ml76

jedziemy do Zakopanego

jazda przez Polskę ok. 700km trwa tyle, co jazda do Kolonii w Niemczech ok. 1100km ca. 11 godzin. takie tam zagięcie czasoprzestrzeni.

po drodze bywało kosmicznie:

mijaliśmy tego gościa jakieś 3 razy na odcinku ok. 100km.

o co cho? a o to, że przez ten czas miał ciągle wystawioną rękę przez okno. dłoń zaciśnięta w pięść wyglądała jak na zdjęciu.

ON: o, reumatyzm łapie

zjeżdżamy na MOP pod Elblągiem i tam stała się rzecz straszna. musiałam skorzystać z TOI TOIA. czułam się potem długo biblijnie nieczysta.

znowu dogoniliśmy tego gościa

JA: zostało mu tak 

ON: nie może schować i tak jedzie zesztywniały

mijając go spojrzałam na twarz. facet wyglądał jakby spał. no nic. taka ciekawostka przyrodnicza.

***

dojechaliśmy w nocy. nic nie było widać, ale już za Krakowem w dole widać było światła miast i miasteczek. za każdym razem zakrywałam twarz w niemym zachwycie.

ON: przestań się trzymać za twarz. przecież tam nic jeszcze nie widać.

bosz, jak on nic nie rozumie...

(...)



rozpakowujemy się.

JA: a proszę mi powiedzieć, gdzie mam patrzeć, żeby zobaczyć rano góry?

GOSPODARZ[kochany starszy pan]: wyjdzie pani na balkon

.

skoro świt

wyszłam. i się poryczałam i zapowietrzyłam.

JA: m. wstawaj, wstawaj, chodź tu, o borze, o boooorze, jakie to piękne. 

ON: no to będzie jazda przez te dni. wiedziałem. eh

 

 

 

no i była.

***

podobno ludzie w górach wcześnie wstają i idą na szlaki.

godz. 10. królewna wstała. 11. poszłam na śniadanie.

GOSPODYNI: a dziś gdzie się wybieracie?

JA: podobno nad morskie oko

GOSPODYNI: ja się nie chcę wtrącać, ale jest już późno. idźcie lepiej do doliny, a jutro wcześnie wstańcie i wyjdźcie najpóźniej o 10tej

ON: mhm. z nią wcześnie wstać. jasne.

 

Dolina Kościeliska. Tadam! Królewna i łowca. I łowce.

ON: przestań je straszyć, bo mleka nie dadzą. zostaw je

 

 

***

słowa GOSPODYNI okazały się błogosławione. następnego dnia wstałam w środku nocy o 8. wystarczyło :)

w drodze nad Morskie Oko z 500 razy się rozwiodłam, z 30 tyś. razy powiedziałam "nie mogę już", "mam dość", "nienawidzę cię". Dostałam honorowy order zrzędy roku za tylko 2 godz. zrzędzenia, ale ON dostał za to order hero of cierpliwość. Dał, skubany, radę, nie dać się wykończyć. A wszystko po to, żebym zobaczyła to: 


 

(...)

Zdanie, które słyszałam najczęściej "nie pitol. idź". ON jest najlepszym w kosmosie mistrzem motywacji, mentorem zachęty. Każdego innego człowieka wykończyłabym nerwowo. Z NIM mogę jechać nawet w góry, chociaż następnym razem, to pewnie będę musiała mu zapłacić, żeby chciał ;-)

oblatywacze

ml76

Warszawa nocą.

zostawiłyśmy JEGO i poszłyśmy z Seg pobujać ciała. podchodzi do nas gościu

GOŚCIU: czujecie muzykę, czujecie to?

 

no ba, zawsze.

.

wracamy do NIEGO

JA: i jak tam?

ON: co chwila daję jakiejś lasce ogień. czuję się jak prometeusz i kończą mi się zapałki

 

Warszawa bez krzyża, który widziałam tyle razy w tv nie jest tym samym miastem.

a teraz oltugeder: gdzie jest krzyż?

:)


zakochałam się w tych psach. z LOLem musieliśmy skrywać naszą miuość przed światem, ale on wie, że go będę kochać już zawsze i forever.

ps. mój cel życiowy. wdrożyć techniki tresury psów w życie i sprowadzać Cza do takiej pozycji jednym wskazaniem palca:

 


genialne.

jeśli chodzi o Cza, to na razie osiągnęłam tyle:


***

jeszcze w wawie, siedzimy z seg i jej znajomymi.

KOLEGA K: o co chodzi z tą promocją?

SEGRITTA: promocja. dwóch pilotów w cenie jednego

 

hehe.

***

dęblin. po promocji dochodzę do siebie przy obiedzie. za dużo ciach w jednym miejscu spowodowało we mnie zawieszenie systemu.

dzwoni telefon G

G: nie, już mnie nie ma. a co się stało?

WIELEBNY Z.: a nic, tylko jedna iskra* zniknęła

:)

 

iskra wygląda tak:

źródło zdjęcia po kliknieciu na nie. mi się nie udało złapać żadnej, ale potwierdzam: tak wyglądają i robią dymem cuda niewidy :)

 

 

top gun

ml76

od  miesiąca wiedzieliśmy, że mamy jechać na przysięge do G. mój wyjazd był dla całej rodziny zagadką do ostatniej chwili, bo sama nie wiedziałam. cały tydzień brało mnie przeziębienie. rozsądek mówił "nie jedź", serce mówił "jedź z NIM", ciekawość mówiła "jedź zobacz tych przyszłych pilotów".

czwartek wieczorem. reszta umawia się na rodzinną karawanę przez polskę. wyjazd o 2giej.

JA: dobra. mam gorączkę, wszystko mnie boli. nie jadę. zrobię ci kawy, kanapek i jedź sam

ON: trudno. to mnie obudź o 1szej

1 w nocy. próbowałam go obudzić. prawie staciłam zęby przy odruchu "nie budź mnie"

1:45.budzik dalej piszczy co 10 min

JA[z odległości]: m, wstawaj!!!!!!!!!!!!! wstawaj. jadę z tobą!!!!

ON: która jest?! dlaczego mnie nie obudziłaś? jedziesz?

JA: nie będę cały dzień bezsensownie siedzieć i żałować, że nie pojechałam

ON: no i słusznie. a tak będziesz mi marudzić

.

wychodzimy.

JA: dawaj kluczyki

ON: chcesz jechać?

JA: no już się nawet nie dziw. mam reisefieber

za gdańskiem się przesiedliśmy bo odpadłam :)

.

jedziemy. słuchamy sidneya i jest suodko

JA: wiesz co? muszę napisać i dać ci list do św. mikołaja, bo się powoli gubię w tym, co bym chciała

ON: do którego św. mikołaja? do tego z laponii?

JA: a mi to jest kochanie obojętne. ja wierzę w św. mikołaja i mam nadzieję, że któryś ten list od ciebie dostanie :>

ON: heheh

 

no nie hehehe, tylko "tak" :)

.

pod wawą połączyliśmy się z inną częścią rodziny i karawaną pojechaliśmy dalej, w stronę wschodzącego słońca. przejeżdżając przez wawę śpiewaliśmy z sidneyem "warszawa taka jaka jest, taka jest".

nadal jestem pod wrażeniem "młodych orląt" z Dęblina. ps. musztra wojskowa jest hot :>

a poza tym:

 

 

 

 

wracając znalazłam 2 dowody kultu MLi:

i fabryka mebli:

(dla tego zdjecia musiał się cofać, bo nie zdążyłam zrobić foty. życie ze mną jest pełne poświęceń :)

 

PS:

dodałam do AdTaily banner akcji Motomikołaje. Zachęcam Was do przyłączenia się, ponieważ akcja jest oryginalna i mi się podoba. A przy tym znam ją trochę od kulis, dlatego wiem, że jest warta uwagi, bo im SIĘ CHCE. Fajny pomysł i dobry cel. Jak dożyję, to będę na finale :)

 

3000km podmorskiej podróży

ml76

no i nie obeszło się bez niespodzianek :)

dojechaliśmy do domu o 4 rano (właściwie ON dojechaliśmy, bo ja sobie turystycznie po max. 200km jechałam). padłam. wstaję o 6tej na chwilę, ON jeszcze nie śpi.

JA: co jest?

ON: ja jeszcze jadę

wyhamował i padł ok. 10tej.

 

:)

- holandia. ten kraj nie może być normalny przy takim języku. chyba eskimosi mniej faflunią. ale mają kilka ciekawostek (do stwierdzenia w jeden dzień)

po amsterdamie chodzą karawany :)

zawalają się im budynki. biorąc pod uwagę, że amsterdam jest wenecją tej części europy, to powiem tak "śpieszmy się kochać amsterdam, tak szybko odchodzi" ;)

ON: bierz rower i spadamy

JA: ale który?

miasto rowerów, miliony, tysiące, setki i im bardziej zblazowany tym lepszy. pokochałam ich za ten odwrotny lans ;)

a na wsiach mieszkają sami ekshibicjoniści. mają wielkie okna i można było (jak ja) postać i popatrzeć jak mają urządzone. a mają świetnie. chcę holenderski domek :)

amsterdam: jak mnie ktoś zapyta, czy widziałam niebieskiego słonia, to widziałam i nie musiałam się budzić ;)

z tyłu widać wielki statek, który wpłynąć w środek miasta. robiło wrażenie, ale to budynek. poszliśmy sprawdzić.

jedyny wiatrak jaki widziałam. wiatraki to już legenda.

- holendrzy się uśmiechali i do nas machali.

- ZJAZD (z autostrady) nazywa się UIT. do dziś trzyma nas mówienie "łit"

- absurd: parkometry się płatne kartą, ale mało gdzie można było zapłacić kartą w sklepie.

NIEMCY

- najpierw prawie dostałam mandat za rzucenie niedopałka na ulicę. kurde, nigdy więcej. a co się naprosiłam, żeby mi tego mandatu nie dali, to moje.

- mają piękne zabytki, ale w miejscowościach, które mój brada określił jako "e tam, to dobre dla emerytów". no, to byłam w domu :)

- zazdroszczę im tych dużych szachów. chcę u nas takie! :)

uoś nie dał rady. padł już dawno. sadzanie go nic nie dawało.

POLSKA

w nocy nie ma gdzie napić się kawy. kompletnie. zupełnie. po drogach biegają lisy, dziki i inne jelonki. nie ma to jak w domu.

Reni and Co.

ml76

po świętach byliśmy na przystanku św. mikołaja. gdzieś na kaszubach. ON mi tylko mówił, gdzie mam jechać, więc jako autopilot nie wiem, gdzie to dokładnie jest.

dojechaliśmy. ani pół człowieka, ale tooooony śniegu i to co najlepsze: RENI. 

Podbiegłam i krzyknęłam radośnie: czeeść rrrrrrrrrrrhhhheniferki :)

Reni najpierw przywitał mnie:

 

 potem podszedł ON, a reni spojrzał na mnie z pytaniem: co to? 

(nie pokażę tego, ale obaj mają zadzwiająco podobne miny na tym zdjęciu)

skoro już przyjechaliśmy, to reni zupełnie leniwie i od niechcenia powalczyły chwilę. wiedząc jak przywitać gości:

a obok stoi dom św. mikołaja:

na odchodne podeszłam jeszcze do szopki, w której był osiołek, koziołek i owieczka. chciałam sobie z nimi dłużej pogadać, ale ON powiedział: przestań robić siarę i chodź. jest -20st. a ty wszystkie zwierzęta zaczepiasz. 

chcę reni do domu :)

FRuuuuu

ml76

JA: parkowanie jest głupie

ON: parkujący jest głupi

**** 

Mlke chwilowo zassało życie i nie będzie jej na blogasu, w związku z czym blogasek ma przerwę i może ode mnie odpocząć. Wy też.

Cmoki misie :*:) 

ps. jutro lecę samolotem pierwszy raz w życiu. nie wiem czy dolecę, przelecę, wyląduję, nie zgubię się na tym wielkim lotnisku, nie zgubię się w tym wielkim świecie (podniecenie mnie rozwala ;) i na bank nie bede miała netu kilka dni.

i nie poznam do powrotu rozwiązania zagadki kryminalnej kominka.  foch. (wczoraj zagłebiałam się w zagadkę i tak się skupiłam na tych strasznych zdjęciach, że jak plumsknęła rybka w akwarium, to ja podskoczyłam z fotelem, wiec polecam)

a z NIM i tak narazie nie mam czasu gadać, bo w biegu podrzucił mnie do pracy i z piskiem opon pojechał dziś znowu w pissdu do stolycy. więc się nie widzimy, nie słyszymy i  też mamy przerwę ;)

jak wrócę (jesu, ale mam stresa) i ON powie coś sensownie bezsensownego to się odezwę ;) 

 

 

WKLEJKA

ml76

powinnam to mieć na blogu, ale jest wielkie i przysłania mi świat, więc wrzucam sobie tutaj. a co :)

 

 

a wszystko o maratonie niezmiennie tutaj: http://www.maraton.blox.pl

 

 

ode_rwanie

ml76

drogi blogasku, ukochany pamiętniczku (przytulam i cmokam)

Gdańsk, 30.06.08

borze, muszę szybko coś napisać, bo czuję, że staję się romantyczna, eteryczna, uduchowiona itp. w pracy dziwnie na mnie patrzą i czuję, że ssę.

w pracy zaliczyłam zgon roku, ale poprawiłam sobie ostatniego dnia wyniki. mój ulubiony klient wymiękł od mojego mruczenia do słuchawki (tak, pracuję w 0700).

po pracy poszłam do sklepu. cała kolejka tłumaczyła mi, gdzie jest lewo i gdzie leżą paluszki, a ja z uroczym uśmiechem obracałam się wokół własnej osi, bo słowa nie docierały do mojego mózgu.

ON ma to wszystko w dupie, więc chociaż jedno bez zmian.

przerwa do odwołania, bo nie mogę ze sobą wytrzymać.

a na przerwę polecam sobie TO: e. e he.

 

Ja nie mogę pić, bo potem nie mogę bez tego żyć. a tyle mi to kiedyś w życiu tłumaczyli. lata lecą a ja niczego się nie uczę. nawet nie rozwiązałam dobrze testu u kominka.

także ten... może wezmę się za sprzątanie, gotowanie, rodzenie dzieci, łotewer. (spuszczam wzrok zawstydzona, onieśmielona, z nutą melancholii hehe ;)

 

Mamy raton

ml76

siedzę na campie blogerów. więcej TU,

ale nie wszystko ;)

ON mnie przywiózł, ale generalnie kazał nie wracać.

przygarnie mnie ktoś? :)

jutro maraton. będzie się działo. narazie wracam gadać z bloxerami z Ukrainy.

 

ale głównie tutaj

wynurzenia po winie od rana, po nieprzespanej nocy.... żałujcie, że was tu nie ma.

 

Update:

tak naprawdę to był tylko ułamek z wieczności. poza ludżmi z Ukrainy było mnóstwo cudownych osób z naszego bloxa (czego wam nie pokażę, bo nie mam jak), była seg (obiecałam jej, że napiszę, że jest pasztetem i ma wielką dupę. ale nie napiszę, bo ją kocham i jest moją niewierną, lesbijską kochanką :), było parę fajnych osób z fotobloga, byli świetni organizatorzy, były wschody słońca (staliśmy nad brzegiem morza, patrząc w niebo jak anioły z "miasta aniołów", co nie którzy się też kąpali w morzu (szczyt odwagi. szacun ;) taniec, BGŻ i my. dla takich chwil warto rzucać wszystko i się w nich zanurzyć.

jessu, ale się romantyczna robię.

wrócę jak mi przejdzie i jak się maraton faktycznie skończy :)

aha, na koniec najlepszy tekst, poza tym, który wrzuciła seg.

"POKA FOKĘ" by pewna zajebista kobieta, ale jeśli chce, to niech się sama przyzna (jeśli tu zajrzy)

Update 2: borze, seg kończy z seg. i też nosi buty ecco. ja nie wiem. ta kobieta jest szalona i przekonuję się o tym od 3 dni coraz bardziej. no limits (właśnie siedzę i na nią patrzę. no nie... idę ochłonąć :)

szaleństwo nocy letniej

ml76

piątek

jestem przykrywką dla ich związku. zawsze to wiedziałam.

***

sobota

jedziemy na kaszuby. rano w drogerii

JA: kupuję dopalacz do opalania

ON: to ja od razu wezmę piankę na poparzenia

JA: pff

pozdrowienia z wieży widokowej w wieżycy. mój brat robił panoramę. no chciał dobrze.

***

jestem zachodzona, zapedałowana na rowerze wodnym, przewchodzona po różnych schodach i do tego spalona słońcem.

ON[wieczorem, balsamując moje spalone ciało]: jutro cię doprawimy

JA: no to ja potem od razu proszę na pogotowie

ON: nie. plan jest taki: następne balsamowanie o pierwszej w nocy, kolejne o czwartej, potem, jak to nie pomoże, wzywamy pogotowie

***

leżę martwa i skwierczę

BRAT: pokaż nogi

JA: [pokazałam]

ONI: poooolska biaałooo czerwoooni

ON: wyglądasz jak uratowana z pożaru. dobrze, że ja się przynajmniej obracałem na tym grillu

 

a pierdolę.

nocne dialogi

ml76

przypomniało mi się z ostatniego wyjazdu na kaszuby. w nocy. ciemno jak w dupie. zasypiamy

JA: wsadzaj

ON: oj zaraz

JA: no dajesz, bo mi zimno. nie możesz trafić?

ON: no za moment. uwygadniam się

.

rano. przy śniadaniu

koleżanka D[która spała piętro wyżej]: chciałam wam tylko powiedzieć, że tam, na górze, wszystko słychać

 

obśmiałam się jak rzadko kiedy, bo nasza nocna rozmowa wynikała z tego, że często śpimy na maxa splątani i czekałam aż ON mi włoży udo między moje uda, żeby mnie ogrzać. Co sobie koleżanka D myślała, to jej :)

 

 

 

 

google earth wg ML

ml76

zobaczcie, nowy ląd. Odkryta Nowa Ziemia widoczna wyłącznie z kosmosu. Widok nadaje się do Google Earth.

 

a w rzeczywistości to glony przy plaży w okolicy Chałup (tak, tych Chałup. Chałupy łelkam tu, sratatata blu, afryka dzika itp :) Tak se luźno skojarzyłam z widokiem z kosmosu :)

ON mnie obwozi po okolicach, więc jestem zaciekawiona i nie chce mi się pyskować. Ale jednym mnie zabił.

spacerujemy po Helu:

JA: chcesz być moim drugim mężem?

ON: nie. ja już wybrałem

 

kurna. szacun małż. żółwik i piątka :)

noc muzeów

ml76

wyciągnęłam GO na "noc muzeów". w 3 godziny obeszliśmy 3 gdańskie muzea. noc trwa do 1:00 w nocy 18.05., więc kto nie zdążył, a tu zajrzy, niech pędzi :)

po powrocie

JA: to teraz powiedz mi, czego się nauczyłeś

ON: że do muzeów chodzi się tylko w noc muzeów i że nie bierze się ze sobą m., bo ona spowalnia

 

:))

 

jutro uzupełnie. dziś idę umrzeć. właśnie sobie uświadomiłam, że chodziłam non stop 3 godziny.

update z nocy muzeów:

(muzeum archologiczne gda)

JA: zobacz, jaka piękna szkatuła

ON: łe, tylko XIXw. idziemy dalej

...

stanęłam. o czarownice. wreszcie moje środowisko.

na górze podeszłam do kobiety, która odpowiednio wyglądała

JA: przepraszam, czy pani jest czarownicą?

KOBIETA WYGLĄDAJĄCA NA CZAROWNICĘ: nie, ale wróżbita jest obok

czad. ale kolejka była taka, że ja podziękowałam :) potem od tej kobiety dowiedziałam się, jak się robiło dziegć. normalnie rządzę :)

...

idziemy, aż tu zza rogu wyczołgał się średniowieczny, trędowaty żebrak. aż ciarki przeszły.

...

 

dziewczynka z toporem. niech żyje feminizm ;)

w gdańsku jest pomnik asterixa. z gołą, zgrabną dupcią ;)

a na prawie koniec perełka z dworu artusa. cała prawda o kominku:

***

z muzeum narodowego

wystawa porcelany

JA: zobacz jakie piękne, delikatne fajanse z XVIII wieku

ON: ty, talerz to talerz. zupa ma z niego nie wyciekać

 

wrażliwy na piękno, jak zawsze :)

wymęczyłam wszystkich ludzi ze średniowiecza. pytałam o wyszystko i skąd to wiedzą i co, i jak i dlaczego. pewnie mnie przeklnęli, a ON jak wspomniał, stał z boku i ciągle czekał. miłość cierpliwa jest, nie? :)

najważniejszy punkt wieczoru wg NIEGO: 2 piwa, które sobie kupił w drodze powrotnej i wypił z rozkoszą ze swojego ukochanego kufla.  faceci są prości :) 

 

kierunek: sopot i inne legendy

ml76

w zeszłym tygodniu wybraliśmy się z moją rodziną do sopotu. a tam cuda :)

na monciaku, albo raczej nad:

..

w kościele św. Jerzego zapaliłam kilka świeczek w intencji zdanego prawka

(gdybym je osobiście zapaliła, to może bym zdała już tym razem. PS rambo_ruda, ty nie marudź tylko walcz :)

.

na molo dorwaliśmy się do lornetki mojego chrzestnego. ja i tak jestem ślepa, ale ON liczył drzewa na Helu i czytał nazwy statków mijających półwysep :)

[była sobie fota ;)]

 

***

jedziemy. ja z chrzestnym z tyłu

MÓJ CHRZESTNY K. [który jest nota bene zajebiście fajny. i podobny do al pacino, tyle że ładny]: ale przyjemnie sobie posiedzieć koło takiej młodej niuni

JA: ?

MÓJ CHRZESTNY K.: koło ciebie

JA: uwielbiam cię k. za tę młodą niunię :)

MÓJ CHRZESTNY K.: no przestań. przecież ty przy mnie młoda siksa jesteś

JA[do NIEGO]: słyszałeś? młoda siksa :)

ON: hehe

kurna, kwitnę i pączkuję, a do tego mam zajebistego chrzestnego i uwielbiam jego komplementy. wróć. poczucie humoru :)

wakacje z duchami

ml76

do złożenia grilla potrzebujemy: jakieś metalowe drążki, śrubki, inne metalowe coś i dwóch baaaaardzo silnych facetów, którzy będą mieli odwagę, żeby się podjąć zadania złożenia tego razem oraz trzeciego silnego faceta do trzymania instrukcji (brak na obrazku, bo się schował). w trakcie obserwacji miałam wrażenie, że szybciej wyjdzie z tego przystanek autobusowy

zdjęcie: zawody drużynowe "strong man" w składaniu grilla. etap "kto pierwszy przykręci swoją śrubkę" ;)

***

pierwszego dnia ON przywiązał mnie do barierki i poszedł się bawić. Czułam się jak grzeczna, nakarmiona i wygłaskana suka na swoim miejscu i wystawiłam twarz do słońca. gdyby nie internet w telefonie i nowy nr ulubionej gazety na stole, pewnie zrobiłabym scenę, a tak, miałam zajęcie ;)

***

codziennie katowaliśmy ciała i umysły grami typu:

1. siatkówka (w wykonaniu amatorów nie miało to nic wspólnego z siatkówką, ale cicho, było przynajmniej wesoło :)

2. kalambury (jestem miszczem. moja "kość niezgody" rządzi :),

graliśmy faceci na dziewczyny z zaznaczeniem, że ON jest w drużynie zwycięskiej z założenia i jechali na maxa z oszustwami. oczywiście wygrałyśmy my, ale oni nie przyjęli tego do wiadomości :)

3. makao (poważnie, TE makao :)

4. i "super klasówkę" - grę dla dzieci z pytaniami z historii, matmy, sportu, biologii itp. Byliśmy podzieleni na dwie grupy i praliśmy sobie mózgi pytaniami. Kolega A był Hubertem U. z "milionerów".

ja byłam w drużynie z NIM i 10letnią N. uwaga! logika 30tolatków:

KOLEGA A: co to jest dziura ozonowa?

MY[mózgi w poprzek]: yyyyy

JA: uszkodzenie warstwy ozonowej?

KOLEGA A: ty, to jest pytanie dla 12 latka

MY: yyyyy

ON[gestykulując]: brak ozonu

KOLEGA A: taaaak

ON: brak ozonu w warstwie ozonowej

KOLEGA A: czy to jest odpowiedź całej drużyny?

MY: yyy no tak

KOLEGA A: jesteście pewni?

mała N ma oczy jak 5 zł, JA też zgłupiałam

ON: no tak

JA: ty, to jest bez sensu

KOLEGA A: co bez sensu? a co to jest dziura w ziemi?

JA: kurna, no powiedz, że brak ziemi w ziemi

KOLEGA A: no ba, ale zaliczam wam

 

jeeeny :)

..

przy pytaniach, w których odpowiedź była niepewna, kolega A mówił, że drużyna przeciwna decyduje, czy zalicza odpowiedź. ponieważ jesteśmy wredni nikt nikomu nie zaliczał :)

***

wyciągnęłam GO nad jezioro i bo chciałam podzielić się odkrytą w ciągu dnia doskonałością doznań, gdy się siedzi na daleko wysuniętym pomoście i obserwuje otoczenie. wg mnie to jest romantyczne. kazałam mu usiąść obok mnie i kontemplować

JA[po chwili wspólnego siedzenia]: i jak?

ON: i jak co? nie wiem. słońce wali mi prosto w oczy i wiatr wieje w plecy

JA: nie znasz się. to jest sens życia, tak sobie usiąść razem...

ON: i mnie wykończyć. wiedziałem

 

:))

***

siedzimy ostatniego wieczoru.

ON: zielona noc. ej, mamy 6 prześcieradeł, chodźcie je wszyscy zarzucimy i będziemy latać po ośrodku jak duchy

JA: ci, którzy śpią i by ich to obudziło, chyba zawału by podostawali :>

ON: zwłaszcza koleżanka D., która pewnie walnęłaby w pierwszy domek z łomotem, bo sobie dziur na oczy nie zrobiła

KOLEŻANKA D: jasne. to sobie wszyscy pomyślą. 2 dni siedzieli spokojnie, a trzeciego im odwaliło i biegają w prześcieradłach

nadmiar tlenu :)

gangsta najt

ml76

wg moich koleżanek, wyjazd na sylwestra miał być w niedzielę (30.01) RANO

ON jest facetem i czeka od rana, ja jestem kobietą i znając życie, bez pośpiechu, kończę pakowanie. ok. 17tej:

ON: dobra, nie wiem jak ty, ja już jestem zje**ny tym dniem

(uprzedzałam, że rano może oznaczać późne popołudnie, to nie wierzył :)

pobyt 2 dniowy poza domem wymagał ode mnie poważnego pakowania. efekt:

 

do wykonania tego zdjęcia uniosłam się lekko nad ziemią. jak widać :)

***

domek był boski. co prawda miał się ogrzać od kominka w 2godz, a ogrzał się w 12, a przez pierwsze godziny na zewnątrz było cieplej niż w środku, ale to szczegół. ja i ON spaliśmy w salonie z kominkiem i budząc się w nocy miałam taki widok:

nic nie widać, bo było ciemno. w końcu to noc.

ON na własne życzenie był strażnikiem ognia i co parę godzin dokładał drewien. to było cholernie męskie i jestem z niego dumna :)

update: po powrocie okazało się, że mam ok 40 zdjęć kominka.  znajomi nie mogą już na niego patrzeć :)

***

w sylwestra pojechaliśmy pochodzić po domu na dachu, w którym błędnik dostaje obłędu i człowiek czuje się pijany bez kropli alkoholu (jest świetnie :)

w środku wszystko jest do góry nogami i chodzi się po suficie. chciałam zrobić fotę, ale nie mogłam utrzymać pionu, więc zamiast bawić się aparatem, trzymałam się ścian.

Update: tu jest trochę więcej na temat całego skansenu. oni nie mają swojej strony.  

***

wieczorem graliśmy całym stadem w monopol. ON ciągle siedział w więzieniu. jak nie siedział to kupował i trzepał kasiorkę. raz jak siedział:

KOLEŻANKA A: m, sprzedaj mi (jakąś tam ulicę)

JA I KOLEGA R: on nie może, bo siedzi

ON: co nie mogę?

JA: ej, machlojarzu ty :)

 

i robił czarne interesy z wiezięnia.

***

o północy zrobiliśmy przerwę w graniu i poszliśmy postrzelać i sobie pożyczyć różnych rzeczy. wróciliśmy, skończyliśmy granie, pośmialiśmy się z naszego stetryczenia i ok. 2giej poszliśmy spać. polecam wszystkim. tak luźnego sylwestra, to w życiu nie miałam.
sam środek lasu i my :)

***
update: najlepsze życzenia noworoczne: "Oby Wasz słoń kąpał się w mleku, i oby Jego trąba nie trafiła w kaktusy!!"

odmienne jesteś Wielki. obśmiałam się jak łoś :*:) 

ocypel

ml76

kolejny spontan miał miejsce w sobotę i wylądowaliśmy nad jeziorem.

w drodze nad jezioro [jechałam na pace w pontonie], trafiliśmy na święcenie samochodów. ksiądz nam potem jeszcze pomachał, tacy fajni byliśmy :)

***

nad jeziorem miałam okazję obejrzeć tortury pt "wrzucam swoją kobietę w ciuchach do jeziora", no i po. chłopak miał przerąbane cały wieczór, ale reszcie było fajnie i przynajmniej mam dwie romantyczne foty :)

***

ON chodził z gumową kaczuszką - kołem ratunkowym i wnerwiał szwagierkę mówiąc do niej "bebe" [bo miała taki tekst na spodniach]. pozdrawiamy bebe :)

***

Kolega dziubek rzucał w swoją kobietę tasakiem, ale uciekała, więc nie ma o czym pisać.

***

śledziłam sobie żabę i co ruch obie udawałyśmy, że nie żyjemy :)

***

na imprezce grillowej w nocy mało co było widać przy świeczkach. wszyscy, poza mną i NIM, podjadali chleb razowy. rano się okazało, po pozostałych kromkach, że on był nie tylko razowy, ale i zielony i prawie żywy. wiadomo, kto się śmiał najgłośniej, nie? ;)

***

w nocy uciekłam z imprezki, bo mam swoje lata i miałam bombę. ON przyszedł gdy już zasypiałam i się zaczął głośno zachowywać. byłam bardzo bardzo zła.

JA: wypieprzaj stąd na górę

ON [wziął mnie za nogę i ściągnął z łóżka]: bez misia przytulanki nigdzie nie pójdę. ja jestem krzyś, a ty mój kubuś puchatek

:)

potem udawaliśmy, że uprawiamy seks, bo mieliśmy fajnie skrzypiące łóżko :)

***

wreszcie nauczyłam się zawracania na 3, ale cii ;)

stolyca zwana warszawą [okiem borata :)] cz. II

ml76

po zwiedzaniu warszawy i melinowaniu po parkach spotkaliśmy sie z arkadią i tygierem, którzy spontanicznie znaleźli dla nas czas. pozwolili o tym donieść więc donoszę :)

po I: ich pomysłem było siedzenie pod mostem. mi się spodobało, bo zostało w klimacie siedzenia po parkach. serio serio, w wawie są puby w nogach mostów :)

po II: dostałam od arkadii :*:) śliczny witraż motylka, o taki:

złapany wstępnie uwięziony

ponieważ to prezent i mi się podoba, to nie mogę go opylić za 500 zł na allegro :)

po III: uprawialiśmy w czwórkę namiętny seks oralny w sensie rozmawialiśmy i się uśmialiśmy jak dzikie fretki. fot nie będzie, bo nie mamy.

po IV: miałam nie pić, żeby lojalnie trzeźwo towarzyszyć m. w drodze powrotnej w stanie trzeźwym, ale wypiłyśmy z arkadią symboliczne piwko, żeby sobie podkręcić facetów w naszych oczach :)

po V: pod mostem kelnerka była zakręcona bardziej ode mnie, co było miłe. na koniec

JA: poproszę rachunek

KELNERKA: to było za darmo :)

ON: to jutro też tu przyjdziemy

KELNERKA: zapraszam, ale proszę pamiętać, żeby mieć ze sobą tamtego pana [i pokazała na tygiera]

jak wpadną do gdańska, to ich zapijemy i zapchamy po sam brzeg :)

po VI: arkadia jest zajebista, a tygier jest suodki :) jak już przyjadą do nas to ich zgwałcę i zamknę na balkonie :) a potem znowu zgwałcę i zapalę btw. chyba że będą chcieli, to nici z planu :)

po VII: pokazali nam hotel na barce na wiśle. ten hotel podobno znika czasami. każde miasto ma swój latający holender, czy co? :)

***

im większy w życiu spontan tym lepiej. odwieczne prawo natury :)

© on i ja, czyli małżeński dialog
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci